Wiele ciekawych informacji z zakresu zdrowia rodziny. Dzięki zastosowaniu tych informacji Ty i Twoja rodzina będzie cieszyła się lepszym i dłuższym zdrowiem.
10.05.2012
Kilka sekretów witamin
Witaminy są związkami chemicznymi niezbędnymi do prawidłowego przebiegu procesów życiowych.
Witaminy (łac. – vitamine – amina życia) są związkami chemicznymi niezbędnymi do prawidłowego przebiegu procesów życiowych. Pojęcia „witaminy” użył już w 1912 r. polski biochemik Kazimierz Funk, który jako pierwszy wyizolował rozpuszczalny w wodzie związek zapobiegający chorobie beri-beri.
Witaminy są dostarczane do organizmu z zewnątrz, w składzie pożywienia (choć część z nich potrafi produkować „dobra” flora bakteryjna Twoich jelit).
Pełnią rolę regulatorów i katalizatorów.
Powstają w roślinach w procesie biosyntezy pod wpływem światła słonecznego. W komórkach roślin występują więc w postaci tzw. prowitamin łatwo przyswajalnych dla człowieka. Ich wchłanianie jest ułatwione przez występujące w roślinach niezbędne sole mineralne, które sprzyjają pełnemu przyswojeniu witamin przez organizm.
Niedobór danej witaminy – to hipowitaminoza, całkowity brak – awitaminoza, nadmiar (przedawkowanie o działaniu toksycznym) – hiperwitaminoza.
Większość z nich jest związana z białkowym nosicielem w roślinach. I taki układ tworzy postać tzw. prowitamin. Jest to forma wysoko zorganizowana i optymalna do wykorzystania przez organizm. Aktywność witamin zależy w dużej mierze od obecności składnika białkowego. Bez niego ich efektywność jest minimalna.
W przemysłowym procesie produkcji (czyli w sposób sztuczny) produkowane są zwykle w postaci krystalicznej (nieorganicznej), a nie w formie organicznej. W dodatku jeśli są pozbawione białkowego nośnika – aminokwasu, to nie ma fizycznych możliwości, aby organizm taką witaminę przyswoił w zadowalającym stopniu. Dlatego witaminy syntetyczne w formie krystalicznej (czyli w istocie nieorganicznej) są źle lub wcale nie są przyswajane (zwłaszcza przy problemach z wchłanianiem)(!).
Dla przykładu: 100 mg naturalnej witaminy E ma 7 razy wyższą skuteczność niż 100 mg witaminy E syntetycznej /syntetyczna witamina E produkowana jest z ropy naftowej!/.
Można więc wpaść na pomysł, aby kupić 7 razy więcej tej ostatniej. Może nawet wyda się to opłacalne (?!) finansowo.
Czy jednak opłaci się to dla organizmu? Czy organizm zaakceptuje taki wybór i czy przyswoi syntetyk?
NIE JEST NAJWAŻNIEJSZE TO, CO ZJADASZ.
WAŻNE JEST TO, CO PRZYSWAJASZ.
Czy to oznacza, że witaminy syntetyczne nie lokują się w organizmie?
Oczywiście, lokują się obciążając wątrobę i nerki oraz naruszając niezbędny bilans w organizmie.
Wprowadza to chaos we wcześniej uporządkowanych strukturach.
Można przyjąć, że przyjmowanie witamin syntetycznych jest więc wręcz SZKODLIWE!
Sztuczne witaminy jako substancje krystaliczne, nieorganiczne i pozbawione obecności innych naturalnych składników są substancjami obcymi dla organizmu.
Oprócz tego praktycznie nie jest możliwe przedawkowanie witamin naturalnych, w przeciwieństwie do syntetyków.
Nadmiar naturalnych witamin zostanie rozłożony prze drobnoustroje i wyprowadzony z organizmu.
W przypadku witamin syntetycznych do tego nie dojdzie.
Amatorzy sztucznych witamin często miewają zapalenia i wrzody żołądka oraz dwunastnicy.
Dochodzi również do zwiększenia apetytu, ponieważ organizm próbując je przyswoić, potrzebuje dodatkowych porcji soli mineralnych, białka, węglowodanów. Zaczynasz więc instynktownie jeść więcej, a to prowadzi do nadwagi.
Przedawkowanie sztucznych witamin grozi różnego rodzaju powikłaniami i powstaniem różnorodnych niedomagań.
Przykładem może być przedawkowanie syntetycznej witaminy C, co może prowadzić do:
· zwiększonej krzepliwości krwi,
· podrażnienia błon śluzowych układu pokarmowego,
· powstawania kamieni w nerkach i pęcherzu,
· hamowania produkcji insuliny przez trzustkę i podniesienia poziomu cukru we krwi,
· zwalniania przekazywania impulsów nerwowo-mięśniowych, co powoduje naruszanie koordynacji odruchów wzrokowych i ruchowych.
Wnioski są proste: nasze zdrowie, nasze organizmy potrzebują najlepszych witamin, to znaczy pozyskiwanych z naturalnych źródeł (np. witaminy z grupy B – ze zbóż, witamina C – z aceroli, porzeczek pokrzywy, polifenole w postaci np. OPC – z aronii lub winogron itd.).
9.05.2012
Szkodliwość chloru w wodzie
Kolejny raz dotykam tematu wody. Dlaczego? Pierwszy z brzegu powód niemal w 3/4 sami nią jesteśmy.
Na początek kilka informacji historycznych. Chlor w czystej formie został odkryty w 1774 roku przez Carla Wilhelma Scheele, który początkowo myślał, że uzyskał jakiś związek chemiczny na bazie tlenu.
Dopiero w 1810 roku Humphry Davy stwierdził, że uzyskany „związek” to pojedynczy pierwiastek i nadał mu nazwę chloru. W przyrodzie chlor i jego związki są powszechne i wchodzą w skład większości organizmów żywych. Jony chloru znajdują się płynach ustrojowych, w kwasie solnym, który powstaje z połączenia chloru, wodoru i wody, a który służy w żołądku do trawienia białek. Jako ciekawostkę można podać, że człowiek o wadze 70 kg posiada w sobie około 95 g chloru.
I niestety to jest tak naprawdę koniec pozytywnych informacji na temat chloru.
Początek prawdziwej historii chloru można umiejscowić w okresie I wojny światowej, kiedy to został użyty jako gaz bojowy. Z racji tego, że chlor jest cięższy od powietrza, uznano go za świetną broń, ponieważ opadał do okopów, w których kryli się żołnierze i bardzo długo zalegał w tych okopach eliminując tym samym znajdujących się tam walczących. Śmiało można powiedzieć, że chlor jest gazem toksycznym i już stosunkowo niewielkie stężenia mogą powodować podrażnienia układu oddechowego. Mówiąc dokładniej, w powietrzu jest wyczuwalny przy stężeniu 3,5 jednostek na milion jednostek powietrza, stężenie 5 jednostek na milion jednostek powietrza daje już efekt podrażnienia. Co prawda, oficjalne źródła podają, że dopiero stężenie 1000 jednostek na milion jednostek powietrza jest niebezpieczne, to jednak styczność w długim okresie czasu np. 8 godzin na dzień, nie powinna przekraczać zaledwie 1,5 jednostki na milion jednostek powietrza.
Czyli to całkiem nie wielka ilość – prawda?
Gdzie obecnie możemy znaleźć chlor?
Problem polega na tym, że jest on bardzo szeroko stosowany, znajdziemy go między innymi wielu produktach codziennego użytku. Znajdziemy go między innymi w: barwnikach, pożywieniu, środkach owadobójczych, farbach, produktach naftowych, tworzywach sztucznych, lekarstwach, antyseptykach, wyrobach włókienniczych czy rozpuszczalnikach.
Sporo tych zastosowań – prawda?
Zastosowaniem sprawiającym największe problemy jest wykorzystanie chloru do uzdatniania wody.
Niby nic takiego, możesz powiedzieć. Ale pomyśl ile razy zdarzyło Ci się przy nalewaniu wody poczuć silny zapach chloru?
W raporcie NIK, z 2000 roku, który można znaleźć w internecie, czytamy:
„Z przeprowadzonych w czasie kontroli NIK badań wynika jednak, że w 13 z 20 skontrolowanych miast jakość wody po uzdatnieniu wciąż pozostawia wiele do życzenia. Zazwyczaj w wodzie znacznie przekroczony jest wskaźnik wolnego chloru oraz wszelkiego rodzaju bakterii. Z analizy wody – podaje NIK – wynika, że nadal występowały w niej zanieczyszczenia lub nadmierna wartość środka dezynfekującego.
Na przykład w gdyńskim ujęciu „Wilczno-Wieś” w wodzie przekroczono wartość manganu, we wrocławskim „Mokrym Dworze” – stężenie chloru.”
Warto w tym miejscu podać kilka ciekawostek.
1. dziecko potrzebuje „zaledwie” 500 szklanek czystej wody, aby urosnąć o 2 centymetry.
2. całkowita wymiana zawartości wody w naszych organizmach następuje raz na 20 dni.
3. 15 minutowy prysznic w wodzie chlorowanej powoduje takie wchłonięcie chloru przez skórę dorosłego człowieka jak by wypił 6 litrów chlorowanej wody.
Jak sądzicie, chlor z tej wody jest dla nas obojętny?
WHO podaje, że 80% współczesnych chorób ma bezpośredni związek z jakością wody pitnej.
Doniesienia prasowe natomiast podają, że skóra nowo narodzonego dziecka jest po pierwsze nie w pełni rozwinięta a po drugie dwa razy cieńsza niż u dorosłego człowieka.
Efekt tego jest taki, że skóra noworodka jest prawie 300 krotnie bardziej przepuszczalna i chłonna niż skóra dorosłego.
Dlatego dziecko kąpane do 3 miesiąca życia w wodzie chlorowanej z dużym prawdopodobieństwem gwarantuje różnego rodzaju alergie w późniejszym wieku.
W różnych opracowaniach można wiele przeczytać o wielu problemach, do których przyczynia się chlor.
Warto wymienić tu tylko kilka.
Chlor przyczynia się do:
- rozdwajania końcówek włosów i ich wypadania,
- do powstawania atopowego zapalenia skóry,
- do podrażnienia skóry (zarówno u dzieci jak i u dorosłych). - chlor samodzielnie oraz inne jego trujące związki, powstające z połączenia z innymi zanieczyszczeniami chemicznymi sprzyjają powstawaniu alergii dróg oddechowych i przewodu pokarmowego.
Dzieje się tak, ponieważ te związki niszczą strukturę śluzówek, umożliwiając tym samym penetrację potencjalnych alergenów alergenów głąb tkanek, aż przedostaną się do krwi.
Chlor i jego pochodne wywołują napady astmy i kataru u chorych na alergię, natomiast przyjmowany doustnie z wodą pitną wywołuje raka pęcherza i jelita prostego.
Chlor wraz ze swoimi pochodnymi np. chloroformem, mogą przyczyniać się do marskości wątroby, mogą wywoływać raka nerek i wątroby, mogą powodować powstawanie białaczki.
Chlor i jego związki blokują wchłanianie jodu w naszych organizmach. A na domiar złego, globalnie jest jednym z czynników niszczących jakże potrzebny ozon.
Teraz więcej wiesz i co masz zamiar z tym zrobić?
Przede wszystkim jak już wiesz to masz możliwość zaradzenia temu o ile tego chcesz.
Ponieważ zainstalowanie najprostszej słuchawki prysznicowej z filtrem węglowym to koszt rzędu 50 – 130 zł.
Z wodą pitną to już trochę poważniejsza sprawa. Jednak moim skromnym zdaniem warto zainwestować w tę kwestię, ponieważ po zważeniu wkładu węglowego z mojego filtra, który był użytkowany przez rok okazało się, że jest on cięższy od nowego jedynie o 0,1 kg. Zostawieam Ciebie czytelniku z pytaniem: Masz filtr, czy sam jesteś filtrem?
Witaminy naturalne czy syntetyczne
Syntetyczne witaminy „to strata pieniędzy” - twierdzi prof. Rory Collins z Uniwersytetu Oksfordzkiego, szef zespołu, który przez pięć lat badał 20 tys. osób w wieku od 40 do 80 roku życia, faszerujących się preparatami witaminowymi.
Sztuczne witaminy to zwykle krystaliczna nieorganiczna substancja obca dla organizmu.
Wchłaniana jest przez organizm z trudnością lub też nie jest w ogóle przyswajana, a szczególnie jeśli mają miejsce zaburzenia jelitowe.
Łatwo się o tym przekonać obserwując mocz po spożyciu witamin.
Zmienia on kolor i wręcz przyjmuje zapach spożytych witamin.
Nierzadko po spożyciu sztucznych witamin mają miejsce różne formy nietolerancji organizmu, a w szczególności mdłości, osłabienie, swędzenie.
Przeciążane są nerki i wątroba oraz naruszana równowaga i proporcje składników mineralnych w organizmie.
Jest stosunkowo dużo dowodów na to, że syntetyczne witaminy nie działają tak, jak można by od nich oczekiwać, aczkolwiek fakty na ten temat nie są powszechnie znane, a wręcz utajniane.
Ponieważ jest to wbrew interesom ogromnego lobby farmaceutycznego, dokłada ono wielu starań, aby nie dokonywano wiarygodnych badań i nie udostępniano wyników już przeprowadzonych badań.
Jeżeli by znaczna część społeczeństwa poznała te informacje, dochody tych firm znacznie by spadły. Tymczasem takowe badania istnieją i każdy, kto o nich wie i chce się z nimi zapoznać, ma taką możliwość.
Kilka przykładów: Amerykański Instytut Badań nad Rakiem przeprowadził badanie znane w świecie medycznym jako ATBK.
Grupie mężczyzn w wieku powyżej 49 lat podawano syntetyczny beta-karoten, innej grupie sztuczną witaminę E, grupie kontrolnej nie podawano żadnych witamin.
W pierwszej grupie – palaczy, gdzie spodziewano się zmniejszenia ilości chorób, a w szczególności chorób nowotworowych, efekt doświadczenia był zaskakujący.
Zachorowalność na raka płuc wzrosła o 18%. W grupie, w której podano sztuczną witaminę E (alfatokofertol) nieco rzadziej zdarzały się nowotwory prostaty, jelita grubego i zawały serca, jednakże stwierdzono ewidentnie więcej przypadków raka pęcherza moczowego i kilku innych nowotworów.
W grupie, której podawano syntetyczny beta-karoten śmiertelność wzrosła o 8 %. inne badanie, przeprowadzone 2 lata później, upowszechniane w piśmiennictwie medycznym jako Caret, dokonane na grupie ponad 18 000 osób, które paliły lub pracowały przy azbeście, polegało na podzieleniu na dwie grupy.
Jednej podawano syntetyczny beta-karoten oraz sztuczną witaminę E, druga grupa otrzymywała placebo.
Założono okres trwania badań na 8 lat, lecz zaistniała konieczność ich przerwania znacznie wcześniej, ponieważ u przyjmujących syntetyczny beta-karoten ilość przypadków zachorowania na raka płuc wzrosła o 28%, a śmiertelność ogólna zwiększyła się o 17%.
Podano również, że beta-karoten spowodował wzrost liczby zawałów serca o 26%.
Opublikowano w 2000 r. wyniki badań na grupie 573 ochotników, którym podawano 500 mg sztucznej witaminy C przez okres 12-18 miesięcy. Zaobserwowano zwiększoną szybkość postępowania zmian miażdżycowych, a szczególnie większą szybkość zwężania się tętnic szyjnych. Dodatkowo u palaczy tytoniu proces ten postępował nawet 5 razy szybciej.
Sztuczna witamina C może prowadzić do powstawania substancji uszkadzających DNA – wynika z badań opublikowanych w znanym naukowym miesięczniku „Science”. Tenże kwas askorbinowy był przedmiotem badań biologów molekularnych, badających wpływ antyutleniaczy na DNA. Nasz materiał genetyczny jest niezwykle wrażliwy na działanie tzw. wolnych rodników, które przyczyniają się do powstawania uszkodzeń w DNA i w konsekwencji do mutacji.
Następstwem mutacji może być zapoczątkowanie różnych procesów chorobowych, takich jak np. nowotwory.
Takie wnioski wynikają z opublikowanych tamże badań naukowców amerykańskich z Center for Cancer Pharmacology – Uniwersytetu w Filadelfii, kierowanych przez Iana Blaira, które wykazały, że witamina C może przyczyniać się do powstawania niezwykle szkodliwych dla DNA substancji – tzw. genotoksyn.
Po drugiej stronie naszej planety inny wybitny znawca ludzkiego organizmu, G.P Małachow, w sposób bardzo prosty i jednoznaczny stwierdza:
„Aktywność witamin zależy w wielkiej mierze od składnika białkowego. Bez tej drugiej połowy nie są one efektywne i w ogóle w procesie produkowania ich w sposób sztuczny z formy organicznej przechodzą w krystaliczną, która w swojej istocie jest formą nieorganiczną i w takiej postaci nie jest przyswajana.
Takie "leczenie" obciąża wątrobę i nerki, naruszając niezbędny bilans w organizmie, wprowadzając chaos zamiast struktur uporządkowanych.
Gdy zażywamy witaminy naturalne w większej ilości niż jest to nam potrzebne, drobnoustroje rozkładają i wyprowadzają zbędne z nich z organizmu.
Praktycznie nie jest możliwe przedawkowanie witamin naturalnych, inaczej się dzieje z witaminami sztucznymi.
Znam osobiście przypadek, gdy dziecko zjadło paczkę takich "witamin” i umarło.
Jako przykład szkodliwego oddziaływania dużych dawek witamin sztucznych proponuję fragment artykułu: "Witamina C ma reputację preparatu nieszkodliwego. Jednak ostatnio lekarze coraz częściej zaczęli wykrywać u ludzi skutki uboczne zażywania zbyt dużych dawek witaminy C.
Wszystkie wirusowe choroby układu oddechowego, grypa i niektóre inne schorzenia, przebiegają i powstają częściej u ludzi, którzy biorą 4-6, a nawet 10 g na dobę witaminy C przy normie 100 mg".
Uczeni wielu krajów są solidarni w swojej opinii, że zażywanie witaminy C nie zwiększa odporności organizmu na przeziębienia, a zbyt wielkie dawki tej witaminy zdecydowanie utrudniają leczenie niektórych schorzeń zakaźno-alergicznych, np. reumatyzmu.
Najbardziej niebezpiecznym skutkiem przedawkowania witaminy C jest zwiększona krzepliwość krwi, na skutek czego powstają skrzepliny.
Zbyt duże ilości witaminy C podrażniają błonę śluzową układu żołądkowo-jelitowego, z czym wiążą się mdłości, wymioty, zgaga, biegunki.
Olbrzymia salaterka surówki z kapusty, marchwi, pietruszki, zawierająca furę naturalnej witaminy C, nie spowoduje niczego podobnego.
Oto dlaczego amatorzy "sztucznych witaminek" miewają często zapalenie żołądka, wrzody żołądka i dwunastnicy.
Witamina C może sprzyjać tworzeniu się kamieni w nerkach i pęcherzu z soli kwasów szczawiowego i moczowego.
Chorzy na cukrzycę powinni wiedzieć, iż duże ilości witaminy C hamują produkowanie insuliny przez trzustkę i podnoszą poziom cukru w moczu i krwi.
Najświeższe badania wykazały, że duże dawki witaminy C zwalniają przekazywanie impulsów nerwowo- mięśniowych, wskutek czego powstaje zmęczenie w mięśniach, narusza się koordynacja odruchów wzrokowych i nerwowych.
Wniosek jest jednoznaczny: zażywajcie tylko naturalne witaminy”.
Przeskoczmy znowu na drugą półkulę i spójrzmy, co mówi dr Joel Wolles, nominowany do nagrody Nobla w dziedzinie medycyny:
Wykładając na uniwersytecie w stanie Michigan, poznałem człowieka, który jest właścicielem przenośnej ubikacji.
Opowiedział, co w nich znajduje wśród niestrawionych przez ludzki żołądek resztek. Zawartość pojemnika przenośnej toalety, zanim zostanie wpuszczona do kanału, przechodzi przez filtry, na których zatrzymują się rzucane przez dzieci do muszli kamienie oraz wszelkie nierozpuszczone sokami żołądkowymi substancje. Mój rozmówca zaprowadził mnie do swojego warsztatu i pokazał stertę czegoś, co nazwał witaminami i minerałami.
Zapytałem go, skąd on to wie, że to witaminy. Odpowiedział, że na tym jest przecież napisane np. multiwitamina.
Wiele firm produkuje witaminy, które źle rozpuszczają się zarówno w wodzie, jak i w soku żołądkowym.
Obserwacje mieszkańców Los Angeles wykazały, że u osób, które zażywały megadawki syntetycznej witaminy C, złogi w tętnicach szyjnych powstawały 2,5 razy szybciej niż u ludzi niestosujących żadnych witamin.
Jeszcze gorzej na przyjmowaniu preparatów witaminowych wyszli palacze papierosów – miażdżyca rozwijała się u nich aż pięciokrotnie szybciej niż u innych.
„Takiej zależności nie zaobserwowaliśmy jedynie u tych, którzy dbali o dietę bogatą w warzywa i owoce” – twierdzi dr James H. Dwyer z Uniwersytetu Karoliny Południowej.
Syntetyczna witamina C zakwasza organizm, a nasze organizmy zwykle i tak są zbyt mocno zakwaszone.
Z jakiego powodu medycyna akademicka, a w szczególności firmy farmaceutyczne bardzo nie chcą, aby znane były fakty dotyczące witaminy C i towarzyszących jej bioflawonoidów (naturalnych suplementów)?
Z bardzo prostego powodu: informacje są dość skutecznie skrywane przed opinią publiczną, ponieważ każdy myślący człowiek szybko dochodziłby do wniosku, że skoro naturalna witamina C w otoczeniu bioflawonoidów może leczyć nawet zachorowania spowodowane wirusem Ebola, polio, ptasią grypę, gorączkę zachodniego Nilu, hemofilię, szkorbut, gościec stawowy, zapalenie nerek, to co może zdziałać w przypadku innych, nieco mniej niebezpiecznych patologii w rodzaju przeziębienia...
Jedno z najważniejszych czasopism w dziedzinie farmakologii, „Trends in Pharmacological Science”, doniosło, że „Naturalne flawonoidy wykazują silne działanie antyalergiczne, przeciwzakaźne i przeciwwirusowe. Zazwyczaj substancje te występują w codziennym pożywieniu, co sugeruje, że pełnią one ważną rolę w modyfikowaniu reakcji organizmu na naturalne, biologiczne substancje”.
Michał Tombak, znany szczególnie dobrze w Polsce, Rosji i Wielkiej Brytanii lekarz, zwolennik medycyny naturalnej, który w sposób nieinwazyjny wyleczył wiele tysięcy pacjentów, a poprzez swoje książki pomógł dziesiątkom tysięcy, tak mówi o witaminach:
Witaminy to związki, które nie są wytwarzane drogą syntezy w organizmie człowieka.
W roślinach powstają w procesie biosyntezy pod wpływem światła Słońca i Księżyca. W komórkach roślin witaminy występują w łatwo przyswajalnej dla człowieka postaci (prowitaminy), oprócz nich w roślinach występuje niezbędny zbiór soli mineralnych, które sprzyjają pełnemu przyswojeniu ich przez organizm. Właśnie dzięki temu przedawkowanie naturalnych witamin jest bardzo trudne, a syntetycznych – bardzo łatwe. Uczeni wielu krajów solidaryzują się zgodnie z opinią, że przyjmowanie syntetycznej witaminy C nie zwiększa odporności organizmu na choroby przeziębieniowe, a jej zwiększone dawki pogarszają przebieg niektórych chorób infekcyjno-alergicznych, w szczególności reumatyzmu. Najbardziej niebezpiecznym skutkiem maksymalnych dawek witaminy C jest zwiększona krzepliwość krwi, w wyniku czego powstają skrzepy, oprócz tego syntetyczna witamina C może sprzyjać powstawaniu w nerkach i pęcherzu moczowym kamieni z soli kwasu szczawiowego i moczowego.
Jednym ze skutków ubocznych stosowania syntetycznych witamin jest zwiększenie apetytu, ponieważ organizm, żeby je przyswoić, potrzebuje dodatkowej porcji soli mineralnych, węglowodanów, składników białkowych.
W roślinach się one znajdują, a w witaminach syntetycznych ich nie ma i dlatego człowiek instynktownie zaczyna intensywnie jeść, co prowadzi do nadwagi.
Sztuczne witaminy – to krystaliczna nieorganiczna substancja (produkt rafinowany) obca dla organizmu.
Jest ona albo z trudnością przyswajana przez organizm, albo też nie jest w ogóle przyswajana (szczególnie przy zaburzeniach metabolizmu). Wielu z Państwa przekonało się o tym „na własnej skórze”, kiedy mocz (po spożyciu witamin) posiada kolor i zapach spożytych witamin.
Często zdarzają się różne formy nietolerancji organizmu (mdłości, osłabienie, swędzenie) po spożyciu sztucznych witamin.
Podczas takiego „leczenia” przeciążamy tylko nerki i wątrobę, naruszamy równowagę substancji mineralnych w organizmie.
Tak więc:
Wybór może być tylko jeden: preparaty naturalne.
Witaminy syntetyczne NIE zawierają pierwiastków śladowych ani fitonutrientów, które są niezbędne dla organizmu i których obecność jest tak korzystna dla ludzkiego zdrowia
Zdrowa woda
Woda i problemy związane z zaopatrzeniem w czystą wodę.
Znaczenie wody dla organizmu człowieka.
Woda pitna musi być odpowiednio czysta, bo jeśli będzie zawierała jakiekolwiek substancje szkodliwe, dostarczy je natychmiast do najdalszych zakątków naszego organizmu.
Funkcje wody w organizmie człowieka:
1. rozpuszczanie pokarmu oraz jego transport,
2. wchłanianie pożywienia z jelit i odżywianie komórek,
3. usuwanie szkodliwych produktów przemiany materii,
4. udział w reakcjach biochemicznych,
5. regulacja temperatury, 6. zwilżanie błony śluzowej, stawów, gałki ocznej.
O tym, jak ogromne znaczenie ma ona w naszym życiu, świadczy to, że jej zawartość w ludzkim organizmie wynosi od 60% do 90% i zmienia się z wiekiem. W trzymiesięcznym płodzie znajduje się około 90%, u noworodka ok. 80%, a u człowieka dorosłego ok. 65%.
Dorosły człowiek jest w stanie przeżyć bez jedzenia ponad miesiąc, lecz bez wody zaledwie kilka dni. Niedobór wody wynoszący ok. 10% masy ciała powoduje niewydolność fizyczną i psychiczną, a utrata 20% może doprowadzić do śmierci. Dzienne zapotrzebowanie człowieka wynosi średnio 2,5 litra wody, co oznacza od 3 do 6% wody ustrojowej. Całość wody znajdującej się w naszym organizmie wymienia się całkowicie w ciągu 20 dni. Jej ilość potrzebna do uzupełnienia bilansu wodnego zależna jest od wielu czynników, przede wszystkim od wieku, aktywności fizycznej, temperatury otoczenia i wilgotności powietrza.
A oto jeszcze jedna z ciekawostek z książki Bogdana Montany
pt. „Woda”: dziecko potrzebuje 500 szklanek czystej wody, aby urosnąć o 2 centymetry.
Woda jaka jest - „każdy widzi”
Wody nie brakuje na globie ziemskim, ponieważ większą część jego powierzchni zajmują oceany i morza tj. ok.70%. Do tego dochodzą rzeki i jeziora oraz niemało wody zgromadzonej w roślinach. Problem z wodą polega na tym, że czystej wody... brak!
Postęp cywilizacyjny, który najdynamiczniej zaczął się rozwijać od XIX wieku pociągnął za sobą duże skażenie środowiska, w tym również i wody. Jak podano w komunikacie ze Światowego Forum Wody, które odbyło się w 2003 roku w Japonii, zasoby czystej słodkiej wody na świecie są bardzo małe i wynoszą tylko ok. 0,1%.
Łatwo rozpuszcza w sobie tysiące związków chemicznych, które wraz ze ściekami trafiają do środowiska naturalnego człowieka. Żadna z tradycyjnych metod oczyszczania wody nie potrafi usunąć z niej tej chemii.
W Polsce obowiązuje przepis, który nakazuje zakładom wodociągowym pobierać wodę wyłącznie z rzek I klasy czystości. Ten przepis jest ustawicznie łamany, bo w Polsce nie ma już takich rzek, a wodę pitną produkuje się z wód o III klasie czystości (woda nadająca się wg przepisu do zaopatrywania zakładów przemysłowych i nawadniania pól) lub nawet poza klasowych (ścieki).
Połowa polskiego społeczeństwa korzysta jeszcze ciągle z wody pitnej ze studni, a z badań sanepidu wynika, że ponad 80% tych studni należałoby właściwie zamknąć.
Problem jakości wody nasila się szczególnie, jeżeli chodzi o związki chemiczne w niej rozpuszczone, które w 100% przechodzą do kranu. Bowiem żadna stacja wodociągowa nie oczyszcza wody z chemii rozpuszczonej, pochodzącej ze ścieków komunalnych, przemysłowych i rolniczych.
W wielu miastach pije się nie wodę, ale roztwór związków chemicznych.
Wisłą i Odrą spływa do morza Bałtyckiego każdego roku:
- ok. 2500 ton cynku,
- 370 ton ołowiu,
- 81 ton rtęci i
- tony kadmu.
Zanieczyszczenia podwajają się co 10 lat.
Picie wody z takich ujęć grozi przede wszystkim powstaniem alergii i nowotworów, ciężkich i nieodwracalnych zmian w kościach. Może doprowadzić też do zmian genetycznych.
Ale ścieki przemysłowe i komunalne, to jeszcze nie wszystko.
W wyniku opadów atmosferycznych zawierających pyły przemysłowe, oraz wypłukiwania szkodliwych substancji ze zwałowisk odpadów, w wyniku stosowania nawozów i środków ochrony roślin, do wód powierzchniowych również przedostaje się wiele szkodliwych substancji.
Doc. Stefan Maziarka z Państwowego Zakładu Higieny wyjaśnia: „Zakażeniom bakteriologicznym zapobiegamy silnie chlorując wodę, ale zanieczyszczeń przemysłowych nie można w ten sposób usunąć. Toksyczne substancje zostają, przenikają do organizmu i wywołują zatrucia. Nie ostre, rzecz jasna, ale te toksyczne substancje odkładają się w naszych organizmach na zasadzie ziarnko do ziarnka. Gdy taką wodę pije się codziennie, szkodliwe czynniki kumulują się...”
Za Światową Organizacją Zdrowia (WHO) można wyróżnić następujące grupy chemicznych domieszek wody wodociągowej, czyli wody z kranu:
- substancje nieorganiczne (np. sód, ołów, nikiel, mangan, żelazo),
- substancje organiczne (np. węglowodory aromatyczne, polichlorofenyle),
- środki dezynfekujące (np. chlor, dwutlenekchloru, monochloraniina),
- produkty towarzyszące dezyfektantom (np. trójhalometany, formaldehyd, fenol),
- środki ochrony roślin (np. pestycydy).
Trzeba też zwrócić uwagę , że jakość wody „kranówki” w poważnym stopniu pogarszają rury sieci wodociągowej. Woda płynąc kilometrami w rurach azbestowo-cementowych, zpolichlorku winylu (PVC), starymi rurami z ołowiu, czy też nowymi miedzianymi wzbogaca sie o bardzo wiele niebezpiecznych pierwiastków (miedź, ołów) i często rakotwórczych związków chemicznych (azbest, chlorek winylu itp.).
Jakość wody pogarszają również różne uszczelniacze połączeń rur oparte na asfalcie i ołowiu oraz cynowe spawy i mosiężna armatura.
Polska Norma każe szukać w wodzie pitnej około 43 pierwiastków i związków chemicznych, które szkodzą naszemu zdrowiu, podczas gdy winnych krajach Europy liczba badanych związków i pierwiastków dochodzi do 250.
Nasza norma dba jedynie o właściwości organoleptyczne wody.
Dopuszczone są zawiesiny, organizmy wodne martwe i żywe, plamy oleju itp. pod warunkiem, że nie są one widoczne w szklanych naczyniach.
Ustawa dotycząca jakości wody pitnej w Polsce (Dz.U Nr 203, poz. 1718 z dn. 19 listopada 2002 r.) zezwala na obecność w niej toksyn i związków rakotwórczych.
WSZYSTKIE ZWIĄZKI CHEMICZNE ZAWARTE W ŚCIEKACH KOMUNALNYCH, PRZEMYSŁOWYCH ORAZ ROLNICZYCH I WYDALANE DO ŚRODOWISKA NATURALNEGO PRZEDOSTAJĄ SIĘ DO WÓD GRUNTOWYCH I POWIERZCHNIOWYCH, A DALEJ DO WÓD PITNYCH
Wielu konsumentów wody ratuje się poprzez doczyszczanie jej małymi, tanimi, domowymi filtrami.
Nasz rynek zalany jest różnej maści filtrami mechanicznymi oraz filtrami z węglem aktywnym.
Ale nie łudźmy się, filtry mechaniczne usuną tylko nierozpuszczalne w wodzie części mechaniczne, najczęściej takie, które nie maja wpływu na nasze zdrowie. Natomiast jedyną zaletą filtrów z węglem aktywnym jest ich sorbcyjność w stosunku do chloru i niewiele poza tym.
Ich ogromną wadą jest fakt, że są jednocześnie wylęgarnią bakterii, a związki chemiczne rozpuszczone w wodzie przechodzą przez nie w 100 %.
Zwracajmy zatem uwagę na to co pijemy, ponieważ ma to kluczowe znaczenie dla naszego zdrowia i urody.
CZŁOWIEK ZDROWY MA WIELE MARZEŃ
CZŁOWIEK CHORY MA TYLKO JEDNO .....
Co to są "komórkowe składniki odżywcze"
Nasz organizm, zbudowany z bilionów komórek, wymaga ciągłego dopływu mikroelementów, bez których prawidłowy cykl tysięcy biochemicznych przemian i prawidłowy metabolizm komórek nie mogą się odbywać.
Składniki te, z naukowego punktu widzenia Medycyny Komórkowej, określone zostały nazwą „komórkowe składniki odżywcze” . Termin ten określa substancje takie jak: witaminy, minerały, pierwiastki śladowe, określone niezbędne aminokwasy, wtórne substancje roślinne oraz inne ważne w metabolizmie komórkowym mikroelementy.
Wszystkie te składniki, chociaż wymagane są w znacznie mniejszych ilościach niż cukry, białka, czy tłuszcze, są niezbędne - bez nich przemiana tych związków nie może się dokonać. Elementy te wywierają ogromny wpływ na zdrową funkcję komórek i funkcję organizmu, pod warunkiem, że zapewni się ich optymalną dostępność i określone proporcje względem siebie.
Czym jest synergia składników odżywczych?
Jakie ma znaczenie dla zdrowia?
Skuteczność Medycyny Komórkowej opiera się na działaniu synergii składników odżywczych.
Efekt synergii polega na tym, że działanie grupowe składników jest wielokrotnie skuteczniejsze niż działanie indywidualnych elementów.
Co to oznacza?
Witaminy, minerały, aminokwasy i inne mikroelementy pracują w komórkach naszego ciała nie pojedynczo, ale w określonych zespołach. Ich współpraca bazuje na biologicznych zasadach synergii. Przez stosowanie tej zasady biologiczne działanie specyficznie dobranej kombinacji składników odżywczych jest o wiele skuteczniejsze od działania pojedynczego składnika.
Pozwala to na optymalizację funkcji komórek przy stosowaniu mniejszych dawek prawidłowo skomponowanych mikroelementów, zamiast dużych dawek pojedynczego składnika.
W przypadkach, gdy braki mikroelementów pozostają ukryte (tzw. bezobjawowe niedobory), stosowanie jednej substancji w bardzo wysokich dawkach może prowadzić do zachwiania równowagi metabolicznej i ujawnienia tych niedoborów.
Stosowanie synergii mikroelementów skutecznie zapobiega takiej sytuacji i pozwala eliminować ukryte braki mikroelementów. Najważniejsze naturalne komórkowe składniki odżywcze:
- witamina C
- witamina E
- L-arginina
- Magnez i Potas
- L-lizyna
- Koenzym Q10
6.05.2012
Zaburzenia równowagi hormonalnej u kobiet
Zaburzenia hormonalne należą do najczęstszych problemów zdrowotnych kobiet w wieku rozrodczym i okresie menopauzy. Z punktu widzenia nowoczesnej homeopatii (homotoksykologii), najważniejsza w organizmie kobiety jest równowaga między estrogenami i progesteronem.
Jej brak jest przyczyną wielu zaburzeń, począwszy od chwiejności nastrojów po rozwój nowotworów. Równowaga między tymi hormonami decyduje o homeostazie (równowadze) hormonalnej całego organizmu.
Estrogeny, estrogeny...
Estrogeny tworzą grupę złożoną z ponad 20 spowinowaconych hormonów.
Trzy z nich mają istotne znaczenie fizjologiczne: estron, estradiol, estriol.
Te trzy hormony są odpowiedzialne za tworzenie się żeńskich cech płciowych. Regulują także przebieg cyklu.
W okresie przedmenopauzalnym estrogeny są syntetyzowane z progesteronu, bądź z androgenów w jajnikach.
Po wystąpieniu menopauzy – wyłącznie z androgenów (produkowanych w nadnerczach). Przemiana androgenów do estrogenów odbywa się przede wszystkim w tkance tłuszczowej.
Istnieje współzależność między estrogenami i progesteronem – ich receptory na błonach komórkowych wzajemnie się aktywizują.
Z jednej strony do utworzenia się receptorów progesteronowych konieczna jest obecność estrogenów, z drugiej zaś progesteron zwiększa wrażliwość receptorów estrogenowych.
Ważny progesteron...
Kluczowym hormonem, obok estrogenów, jest progesteron. Medycyna szkolna poświęca mu niewiele uwagi, być może z tego względu, iż metodami laboratoryjnymi trudno jest oznaczyć jego stężenie w surowicy krwi.
Progesteron spełnia wiele ważnych zadań jako prekursor licznych hormonów steroidowych (m.in. hormon ten jest najważniejszym prekursorem wszystkich kortykoidów oraz estrogenów i testosteronu).
Jest również odpowiedzialny m.in. za tworzenie odpowiednich warunków dla rozwoju płodu podczas całej ciąży, jak i aktywizację osteoblastów do tworzenia nowych kości.
Chroni przed torbielami gruczołu piersiowego, rakiem endometrium, piersi i jajników.
Jest również naturalnym środkiem antydepresyjnym.
Normalizuje poziom cukru we krwi i wzmacnia błony komórkowe.
Niedobre nadmiary i deficyty...
Progesteron spełnia wobec estrogenów ważne zadanie - jest konieczny do aktywizacji receptorów estrogenowych.
Poprzez te receptory estrogeny pobudzają podział komórkowy (m.in. umożliwiający późniejszą ciążę).
Z chwilą, gdy zostaje zaburzona równowaga hormonalna organizmu, z reguły dochodzi do dominacji estrogenowej (nadmiar estrogenów w stosunku do poziomu progesteronu) i deficytu progesteronu.
Ważny jest stosunek między stężeniem estrogenów i progesteronu, a nie tylko wartości absolutne poziomu każdego z tych hormonów.
Dominacja estrogenowa może istnieć nawet przy ich lekkim ich niedoborze. Dzieje się tak wówczas, gdy poziom progesteronu jest bardzo niski, i tym samym powstaje duża różnica między stężeniami tych ważnych hormonów.
Zarówno kobiety, jak i mężczyźni, cierpią do pewnego stopnia na dominację estrogenową na skutek oddziaływania toksyn środowiskowych, które w przeważającej części mają właściwości podobne do działania estrogenów.
Objawy dominacji estrogenowej to m.in.
- przedwczesne starzenie się,
- spadek libido,
- zmęczenie,
- zaburzenia snu,
- chwiejność nastrojów,
- alergie,
- astma,
- pokrzywka
- egzemy,
- bóle głowy,
- niedocukrzenie,
- spowolniony metabolizm,
- niepłodność,
- niedoczynność tarczycy
- dolegliwości pęcherzyka żółciowego.
W następstwie dominacji estrogenowej możemy cierpieć na:
- nadwagę,
- osteoporozę,
- zatrzymanie wody w organizmie,
- podwyższone ciśnienie,
- nieregularne miesiączki.
Wzrasta wówczas ryzyko zakrzepicy. Wysoki poziom estrogenów prowadzi zawsze do gwałtownego rozrostu błony śluzowej macicy, co grozi powstawaniem mięśniaków.
Skąd te kłopoty?
Najczęstszą przyczyną dominacji estrogenowej jest suplementacja estrogenów i hormonalna terapia zastępcza.
Może być ona również rezultatem zaburzeń funkcji wątroby, powodujących zbyt wolny metabolizm hormonów, jak i stresu obciążającego nadnercza.
Duże znaczenie ma także dieta – niezdrowe, "szybkie" jedzenie, nadmierne spożycie cukru i produktów wysoce przetworzonych w połączeniu ze stresem mogą zniweczyć efekty każdej terapii przywracającej równowagę hormonalną!
Warto zatem usunąć z diety cukier, zredukować ilość spożywanych tłuszczów, a jeść pokarmy zawierające błonnik, zadbać o dostarczenie organizmowi witaminy B6 i magnezu (są to pierwiastki mające decydujący wpływ na utrzymanie równowagi hormonalnej w organizmie).
Wskazana jest redukcja masy ciała.
Suplementacja hormonów – tak czy nie?
Pamiętajmy, aby zawsze dobrze przemyśleć decyzję o stosowaniu hormonów.
Suplementacja hormonów ma swoje medyczne i etyczne uzasadnienie w przypadkach, gdy możliwości terapii komplementarnych zostaną wyczerpane lub dotychczasowe leczenie nie przynosi efektu.
Z moich doświadczeń w przypadku zaburzeń równowagi hormonalnej bardzo skuteczny jest preparat NUTRILITE PrimRose - przy zaburzeniach hormonalych przed menoapauzą oraz Black cohoshe - przy zaburzeniach hormonalnych u kobiet w czasie i po menopauzie, które skutecznie, w naturalny sposób, pozwalają organizmowi poradzić sobie z dysfunkcjami hormonalnymi
Pamiętaj:
CHORA TARCZYCA TO CHORA WĄTROBA, CHORA WĄTROBA TO CHORE JELITA oraz CHORA TARCZYCA TO CHORE JELITA - i odwrotnie !!!
Aby skutecznie wyregulować gospodarkę hormonalną kobiety należy skutecznie zadziałać na prawidłowe funkcjonowanie wszystkich (!!!) trzech organów w organiźmie kobiety.
Koniecznością jest zastosowanie właściwej diety, dostosowanej do grupy krwi !!!
Warzywa i ich drugie życie
W większości artykułów spożywczych, które kupujemy do przyrządzania posiłków, nie zachodzą już żadne procesy życiowe. Mięso, nabiał, cukier, ryż, mąka, przyprawy, mówiąc metaforycznie – „nigdzie się nie wybierają”. No, może tylko dojrzewający ser pleśniowy czasem wychodzi z lodówki. Z warzywami i owocami jest zupełnie inaczej.
Warzywa nawet po zerwaniu wciąż się zmieniają. Dojrzewają, oddychają, zmieniają swój smak i kolor. Dojrzewanie to drugie życie owoców i warzyw. Warzywa to jadalne części roślin, które nie są owocami czyli liście, łodygi, bulwy, korzenie, a nawet jak w przypadku karczochów pąki kwiatów.
Z pomidorami jest ciekawa sprawa, są owocami ale my zaliczyliśmy je do warzyw.
Owoce i warzywa to oczywiście części roślin.
Czasami zadajemy sobie pytanie, co czyni jedną część rośliny owocem a inną warzywem?
Z botanicznego punktu widzenia, owoc jest organem osłaniającym nasiona i służącym do ich rozsiewania. Warzywa to jadalne części roślin, które nie są owocami. Choć szpinak w oczywisty sposób to tylko liście, botwinka – zarówno liście jak i łodyga.
Rzodkiewka, marchew i rzepa są korzeniami, ale ziemniaki już nie, choć rosną pod ziemią.
Ziemniak to rozrośnięta podziemna łodyga.
W kuchni różnica między owocami i warzywami nie jest tak oczywista jak w ujęciu naukowym.
Część roślin, które nie posiadają zauważalnej słodyczy mamy tendencję nazywać warzywami nie zważając na botanikę. Dlatego też takie produkty jak pomidory, ogórki, zielona fasolka i papryka, choć naprawdę są owocami, kulinarnie traktuje się je jako warzywa.
Dla naukowca warzywa i owoce to zbiór komórek, o ścianach z celulozy posklejanych lepką substancją zwaną błonnikiem.
To co najbardziej wartościowe dla nas znajduje się wewnątrz tych komórek. To płyn z witaminami, enzymami i innymi ważnymi substancjami. Dla przeciętnego konsumenta warzywa to smaczny produkt do zjedzenia. Zamknięty w ścianach celulozowych płyn zawiera niezwykłą gamę składników chemicznych.
Do bardzo interesujących należą te substancje, które nadają warzywom barwę. Powszechny jest chlorofil barwiący rośliny na zielono. Jest on pokrewny z substancją, która barwi naszą krew na czerwono, zwaną heminą. Oczywiście nie wszystkie warzywa są zielone. Różnorodną gamę kolorów świat roślin zawdzięcza antocyjanom. Nadają one warzywom, owocom, kwiatom, barwy od czerwonej przez fioletową aż do niebieskiej.
Drugą grupą barwników o innej budowie chemicznej są karotenoidy z gamą barw żółtych, pomarańczowych po czerwone. Należy do nich popularny karoten, ksantofil i inne.
Po zerwaniu, w warzywach zachodzą rozliczne procesy zmieniające smak, kolor i wygląd rośliny.
Podobne zmiany zachodzą podczas gotowania. Gotowanie jest korzystniejsze od przetrzymywania warzyw zbyt długo w lodówce, ponieważ podczas gotowania nie znikają wszystkie substancje smakowe.
Warzywa miękną gdyż płyn w komórkach powiększa swoją objętość, rozsadza ściany celulozy, pektyny i wydostaje się na zewnątrz. Skrobia pęcznieje. Zmieniają się również kolory. I to wszystko dzieje się podczas duszenia czy też gotowania.
Warzyw nie powinniśmy gotować dłużej niż 8 minut. Po tym czasie bledną, rozgotowują się i wyglądają nieapetycznie.
Warzywa bardziej niż inne produkty spożywcze, są wrażliwe na środowisko, w jakim są przyrządzane.
Jeśli ugotujemy mięso, zakwaszając zalewą z winem, sokiem z cytryny czy octem, zmiany będą niewielkie. A gdy to samo zrobimy z warzywami, zmienią one kolor.
Na przykład w warzywach zielonych, chlorofil zmieni się na wyblakły brązowo-oliwkowy kolor. Nieco inny jest wpływ kwasu na barwniki antocyjanów. Na przykład czerwonej kapuście nada piękny karmazynowy odcień, ale jeśli ugotujemy ją w wodzie tylko lekko kwaśnej, zmieni kolor na niebieski.
Warzywa blado- kremowe (zabarwione ksantofilem) gotowane z kwasem zmieniają kolor na jasnożółty.√ Warzywa żółte czy pomarańczowe (zabarwione karotenem) jak marchew, w większości przypadków nie zmieniają się pod wpływem środowiska lekko kwaśnego czy zasadowego.√ Warzywa zmieniają się również pod wpływem powietrza, szczególnie gdy zostaną pokrojone. Dzieje się tak dlatego, że rozerwane ścianki komórek uwalniają enzymy, które w obecności tlenu powodują reakcje ciemnienia. To zjawisko obserwujemy w przypadku ziemniaków, karczochów i grzybów. Na przykład w czasie przerobu liści herbaty następuje ciemnienie enzymatyczne.
Aby uniknąć ciemnienia np. grzyby kroimy tuż przed przyrządzeniem, ziemniaki zalewamy wodą a karczochy wkładamy do wody lekko zakwaszonej. Wytrawni kucharze wiedzą, że kwas spowalnia zmiękczanie, natomiast w środowisku zasadowym wprawdzie zachowujemy żywy zielony kolor np. groszku, ale bardzo szybko rozpuszczają się struktury celulozowe i nasz groszek zmieni się w mazistą substancję czyli „groszek puree”.
Dodatek odrobiny soku z cytryny, wina czy octu pod koniec gotowania pozwoli zarówno zachować kolor jak i nadać warzywom odpowiednią miękkość.
Gotowanie zbyt długo pod przykryciem zielonych warzyw spowoduje, że pociemnieją. Dlaczego, ponieważ one same uwalniają kwasy pod wpływem temperatury, które osiadają na pokrywce i opadają na warzywa powodując ich ciemnienie.
Warzywa możemy przyrządzać na wiele różnych sposobów. Gdy gotujemy je w wodzie, w miarę jak rozpuszczają się ściany komórek, zaczynają przenikać smaki. Warzywa gotowane na parze smakują „sobą” ponieważ nie zachodzi wymiana smaków. Dzisiaj popularne jest ich pieczenie lub grillowanie. Pozwala to na karmelizacje cukrów, przez co osiągamy głębię smaku przygotowywanych warzyw.
Podsumowując nasze rozważania musimy pamiętać aby kupować najlepsze produkty. Wybierać te warzywa, które są najtwardsze, bez uszkodzeń i nie okrojone. Z jakiś powodów sprzedawca odkroił np. kawał selera. Istnieje teoria, że jeśli np. pomidor czy owoc zacznie się psuć należy go w całości wyrzucić, ponieważ pleśń zaatakowała go już w całości, chociaż my widzimy tylko małą plamkę.
Przyniesione do domu warzywa trzeba natychmiast włożyć do pojemnika i schować do lodówki.
Wyjątek to pomidory, które przechowywane w lodówce nieodwracalnie stracą smak.
Obierać czy nie obierać?
Niektóre warzywa jak buraki zdecydowanie tak. Co do pozostałych nie jest to konieczne, jeśli nam to nie przeszkadza.
Zyskujemy więcej składników odżywczych pod skórką.
Należy przed gotowaniem dokładnie wyszorować szczoteczką pod bieżącą wodą warzywa i gotowe.
Ziemniaki i karczochy po obraniu zalać wodą aby nie ściemniały.
Zielone warzywa musimy gotować bez przykrycia 7-8 minut. Dłuższe gotowanie powoduje osiadanie kwasów na spodzie pokrywki, a ich powtórne opadanie na warzywa niszczy kolor.
Warzywa można dusić jak mięso.
Ale zamiast najpierw je zrumienić, a potem dodać płyn, jak robimy w przypadku mięsa, czynności te należy odwrócić.
Należy wrzucić warzywa do rondla, dodać trochę wody i oleju. Przykryć i pozostawić na ogniu. Dusić, od czasu do czasu potrząsając rondelkiem, aż warzywa zaczną mięknąć. Zdjąć pokrywkę i zwiększyć ogień by płyn wyparował. W ten sposób uzyskujemy zarówno dobrze ugotowane warzywa, jak i smaczną glazurę utworzoną przez olej nasycony smakiem warzyw.
Chcąc zachować zielony kolor, nie należy dodawać żadnego kwaśnego składnika do potrawy z warzywami zielonymi do momentu jej podania na stół.
Warzywa blanszowane (krótko gotowane w dużej ilości wody), możemy natychmiast przyprawić sosem winegret, ponieważ gorące lepiej go zaabsorbują.
ŻYCZYMY SMACZNEGO !!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

